2 stycznia 2017

Objawienie Pańskie

Trzech Króli

„W czasie pisania tego Listu (do Efezjan) Apostoł Paweł przebywał w Rzymie, w areszcie, czekając na rozprawę przed Neronem. Czekał także na żydowskich rzeczników oskarżenia i wiedział, że przybędą pełni złości i nienawiści. W areszcie Apostoł Paweł korzystał z pewnych ulg, na przykład mógł przebywać w wynajętym przez siebie pomieszczeniu, mógł być odwiedzany przez przyjaciół. Jednak pozostawał więźniem. W dzień i w nocy był przykuty łańcuchem do ręki rzymskiego żołnierza, który był jego strażnikiem i który czuwał, żeby więzień nie zbiegł.

W tych okolicznościach Apostoł Paweł nazywa siebie więźniem Chrystusa. Jest to następny przykład tego, że chrześcijanin żyje jakby w dwóch płaszczyznach. W kategoriach ludzkich Apostoł Paweł był więźniem cesarza rzymskiego. I tak faktycznie było. Ale Paweł nigdy nie uważał siebie za więźnia Rzymu; zawsze uważał siebie za więźnia Chrystusa. Widzimy, jak ważne jest, z jakiego punktu widzenia patrzy się na siebie i swoją sytuację.

Znane jest opowiadanie, jak Christopher Wren, który projektował i nadzorował budowę Katedry Świętego Pawła, podszedł pewnego dnia do jednego z robotników i zapytał: co robisz? Robotnik odpowiedział: obrabiam ten kamień na odpowiedni kształt. Drugi zapytany powiedział, że zarabia po prostu pieniądze. Kiedy zadał to samo pytanie trzeciemu robotnikowi, ten zastanowił się chwilę i rzekł: pomagam Panu Wren budować Katedrę Świętego Pawła.

Człowiek, znajdujący się w więzieniu za jakąś wielką sprawę, może albo uważać siebie za nieszczęśliwego, skrzywdzonego przez los, albo trzymać głowę do góry, jakby trzymał sztandar wartości moralnych wielkiej sprawy. W pierwszym przypadku uważa więzienie za karę, w drugim za przywilej, za zaszczyt. Kiedy przeżywamy trudności, jesteśmy odepchnięci, pogardzani, ponosimy straty materialne, w imię wiary chrześcijańskiej, możemy uważać siebie albo za ofiary skrzywdzone przez ludzi, albo za bojowników Chrystusa. Apostoł Paweł nie myślał o sobie jako o więźniu Nerona, ale o więźniu Chrystusa.

W tym fragmencie Apostoł Paweł powraca do myśli, która jest centralną myślą całego Listu. Wraca do objawionej mu tajemnicy Bożej, według której swoją miłość i łaskę Bóg ofiaruje nie tylko Żydom, ale całej ludzkości. W drodze do Damaszku zostało mu objawione, że Bóg posyła go do pogan, aby otworzyć oczy ich, odwrócić od ciemności do światłości, od władzy szatana do Boga, aby dostąpili odpuszczenia grzechów. (...)

Było to zupełnie nowe odkrycie. Głównym grzechem starożytnego świata była pogarda; Żydzi pogardzali poganami jako ludźmi bezwartościowymi w oczach Boga. Poganie, w najgorszym razie żyli po to, by pójść na zatracenie. (...)

Dla ludzi, którzy myśleli tymi kategoriami, myśl, że łaska i chwała Boża mogła obejmować również pogan – była nie do przyjęcia. Grecy z kolei pogardzali barbarzyńcami, a takimi byli dla nich wszyscy nie Grecy. Według Celsusa barbarzyńcy mogli mieć pewną możliwość odkrywania prawdy, ale zrozumieć ją mógł tylko Grek. (...) W świecie starożytnym te bariery były nie do przebycia. Nikt nie dopuszczał nawet myśli, że przywileje Boże mogły obejmować wszystkich ludzi bez względu na ich rasę i narodowość. Właśnie Apostoł Paweł był tym, który dokonał tego odkrycia” (W. Barclay, List do Efezjan, Poznań 2002, s. 41–42).

„Nie będzie umiał właściwie kochać człowieka ten, kto nie kocha Tego, który człowieka stworzył” (św. Augustyn, Kazanie 258, w: J. Hojnowski, Mądrość Ojców Kościoła, Kraków 2004, s. 378).

Pomimo upływu wieków także dziś dokonuje się selekcji ludzi na lepszych i gorszych, na tych, którzy nie powinni żyć, i na tych, których życie jest wartościowe. Czy chory człowiek może być szczęśliwy? Na to pytanie wielu ludzi odpowiada negatywnie. Co więcej, daje taką odpowiedź w imieniu innych, decydując za innych.

Tę problematykę podejmuje E.-E. Schmitt w opowiadaniu Dziecko upiór. Jest to historia małżeństwa – Séverine i Benjamin – które bardzo późno zdecydowało się na dziecko. Gdy poczęło się dziecko, okazało się, że jest chore na mukowiscydozę. Lekarz poinformował rodziców, że dziecko będzie miało trudności z oddychaniem, że leczenie będzie stałe i ciężkie, a długość życia ograniczona. Gdy rodzice oglądnęli telewizyjny program o chorych dzieciach, byli przekonani, że nie chcą dla swojego dziecka udręki na tym świecie. Zdecydowali się na przerwanie ciąży. Kolejne miesiące były nasycone nieustannymi konfliktami między małżonkami. Przeszli terapię i dalej żyli w małżeństwie.

Pewnego razu wybrali się na narty w Alpy. Uważali się za tak doświadczonych narciarzy, że postanowili opuścić zatłoczone trasy, aby w samotności cieszyć się górami. W pewnym momencie wpadli jednak w dużą szczelinę. Nie mogli się z niej wydostać o własnych siłach. Wołali o pomoc w regularnych odstępach czasu. Po kilku godzinach, wyczerpani, nie mieli już ochoty krzyczeć. Przekonani, że umrą, zaczęli się ze sobą żegnać, wyznając sobie miłość i dziękując za lata wspólnego życia. Gdy już niemal zapadał zmrok, nad nimi w górze szczeliny, pojawiła się jakaś głowa. Zobaczyli młodą dziewczynę, która postanowiła jechać po pomoc. Wróciła po godzinie. Udała się „do najbliższej trasy zjazdowej, wyrwała linę rozciągniętą między słupkami, odgradzającą teren trasy, koniec liny przywiązała mocno do skały i zrzuciła ją uwięzionym”. Dwudziestoletnia Mélissa uratowała im życie. Wspólnie wrócili do schroniska. Małżonkowie udali się do lekarza, nasmarowali się maściami, wzięli leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, po czym zadzwonili do Mélissy, żeby jeszcze raz jej podziękować. Ona z kolei zaproponowała, żeby przyłączyli się do spotkania, które zorganizowała wraz z przyjaciółmi. Małżonkowie świętowali więc swój powrót do życia wraz z grupą młodych ludzi. Raz po raz z zachwytem patrzyli na swoją wybawicielkę, ponieważ tańcząca Mélissa miała w sobie tyle energii, dobroci i żywotności. „Jeden z młodych ludzi podchwycił ich spojrzenie i przysiadł się do nich.

– Mélissa jest wspaniała, prawda?

– Och, tak! – wykrzyknęła Séverine.

– Mam takie samo zdanie – szepnął chłopak. – I pomyśleć tylko, że jest ciężko chora. Nikt by się tego nie domyślił.

– Słucham?

– Tak. Mélissa cierpi na mukowiscydozę. Nie wiedzieliście?

Séverine i Benjamin zbledli. Siedzieli przykuci do krzeseł, z otwartymi ustami, drżącymi rękami, ze wzrokiem utkwionym w Mélissie. Właśnie zobaczyli upiora” (E.-E. Schmitt, Dziecko upiór, w: E.-E. Schmitt, Małżeństwo we troje, Kraków 2013, s. 261–279).

g

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
150 0.04138708114624