Wielki Czwartek
EUCHARYSTIA ODMIENIA CAŁE NASZE ŻYCIE
Ludzie są piekłem
„Ludzie są moim piekłem. Ludzie są moim piekłem” – powiedział jeden z francuskich myślicieli (J-P. Sartre). „Ludzie są moim piekłem”. Myślę, że wszyscy w jakimś czasie naszego życia myśleliśmy tak jak on.
Mieliśmy dość ludzi – nawet najbliższych: męża, żony, dzieci, rodziców. Wzbudzali oni w nas niechęć. Z pewnością był czas, gdy czuliśmy wrogość wobec sąsiadów, znajomych, kolegów z pracy. Może nawet czuliśmy nienawiść do ludzi, którzy mają nad nami władzę.
Mieliśmy dość ich złośliwości, niewierności, egoizmu. Byliśmy rozczarowani ich niesprawiedliwością. Szczególnie ci z nas, którzy na co dzień mają kontakt z ludźmi: w przychodni, w sklepie, w autobusie. Ludzie przecież bywają wulgarni, głupi, złośliwi – po prostu źli. Trzeba się dostosować do ich fanaberii, trzeba się nieraz uśmiechać wbrew sobie. „Ludzie są moim piekłem”. Wydaje się, że filozof ten miał rację.
Ludzie są niebem
Ludzie są piekłem, ale... nie dla nas, nie dla katolików! Dla katolików, ludzie są... niebem. Jak to możliwe?
Niebo wyobrazić sobie można jako wielką ucztę, do której zasiadają wszyscy sprawiedliwi. Między nimi zasiada sam Bóg. Nie usiądzie Bóg tylko ze mną, usiądzie z nami. Nie będzie w niebie przymierza: Bóg i ja. Będzie Bóg i wszyscy zbawieni! Niebo bowiem jest dla wszystkich sprawiedliwych, nie tylko dla mnie. Niebo to wielka uczta wszystkich ludzi.
Co ważne, niebo jest dla tych, którym zbawienie ofiarował Chrystus. Nie jest tylko dla nas. Nie jest tylko dla osób przez nas lubianych, poważanych, cenionych. Ale jest ono także dla tych: odrzucanych przez rodzinę, lekceważonych przez świat, pomijanych przez władze państwowe. Wszyscy, który przyjmą ofiarowane im zbawienie, usiądą i będą razem z nami wychwalać Boga za cud stworzenia i dzieło odkupienia.
Zbawieni jednak nie usiądą przy zwykłej kolacji w swoim gronie, ale usiądą z Panem Bogiem, z Matką Bożą, ze świętymi i błogosławionymi. Wszyscy będą się cieszyć swoją obecnością: Boga i bliźnich. Dawne nieporozumienia i kłótnie ustąpią wzajemnej życzliwości, dobroci. To będzie uczta wychwalania Boga i dziękczynienia mu! Dziękować będziemy Bogu!
Nauka dla nas
Nauka dla nas płynie taka – Komunia Święta, którą tak licznie w czasie Świąt przyjmujemy, jest dla nas nie tylko zachętą, ale zobowiązaniem, aby już na ziemi wprowadzać niebo. Starać się tak żyć, aby między mną a innymi ludźmi panowało niebo. Aby już teraz swoją dobrocią, cierpliwością i wyrozumiałością dać sobie i bliźnim przedsmak nieba. Aby poprzez dobre słowa, a nawet uśmiech, pokazać bliźnim, że ich szanujemy, cenimy, kochamy.
Sam Jezus do tego nas zachęca i to nam nakazuje: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22, 19). Msza Święta byłaby tylko pustym teatrem, a Komunia tylko formalnością i rytuałem, gdyby nie wypływało z nich pragnienie naśladowania Jezusa. I to naśladowania go w rzeczach najtrudniejszych!
A co zrobił Jezus? On, wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. A potem powiedział – Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Ten gest miłości Jezusa jest wzorem dla naszych gestów. Mamy czynić to samo. Mamy służyć braciom, dawać im samych siebie – z miłością i ofiarnością.
Pokonywanie trudności
Dobrze, ale skąd brać siły? Ludzie bywają przecież prawdziwym piekłem na ziemi. To prawda, ale moc dla nas płynie z Eucharystii. Cierpliwości do znoszenia udręk życia uczymy się na Mszy Świętej. Radość z pokonywania przeszkód życia pojawia się pod wpływem przyjmowania Ciała i Krwi Chrystusa. Zapał do pracy dla innych bez zapłaty, bez podziękowania, bez wdzięczności mamy właśnie z Eucharystii.
To właśnie po przyjęciu Komunii Świętej możemy robić rzeczy pełne dobroci i miłości, i jak Chrystus umywać nogi bliźnim: „Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13, 14–15). Nieprzypadkowo działo się to w czasie Eucharystii, Ostatniej Wieczerzy.
Popatrzmy więc z dobrocią, miłością, a przynajmniej z serdecznością na tych, którzy w kościele nas otaczają. Tak, rozejrzyjmy się nieco! Pomyślmy życzliwie o tych, z którymi spotkamy się jutro. Niech nasze myśli powędrują do członków rodziny, z którymi nie widzieliśmy się tak dawno, do sąsiadów, z którymi na co dzień nie chcemy rozmawiać, do obcych, których obojętnie codziennie mijamy. Jeśli czymkolwiek zawinili wobec nas – wybaczmy. Poprośmy też sami o wybaczenie, nie jesteśmy przecież bez winy. Eucharystia, której pamiątkę ustanowienia dziś obchodzimy, i którą dziś będziemy spożywać, wzywa, więcej: zobowiązuje nas do tego.
Podziękujmy dziś Bogu za sakrament Eucharystii. Dzięki niemu możemy wraz z naszymi braćmi i siostrami — zawsze razem, nigdy oddzielnie — już teraz być w niebie. Niech moc tego największego sakramentu przenika i odmienia całe nasze życie.