Czy mógłbyś w skrócie o sobie opowiedzieć?
Nazywam się Łukasz Zakrzewski i pochodzę z Gdańska. Mam 26 lat, jestem jedynakiem i moim życiowym planem było wyjechanie do Stanów Zjednoczonych, założenie rodziny i firmy. Taki typowy „amerykański sen”. Pan Bóg jednak złożył mi inną propozycję. Moją rodzinną parafią jest parafia pod wezwaniem świętej Urszuli Ledóchowskiej. Moje zainteresowania to lotnictwo cywilne, muzyka, dobra książka i podróże.
Co się kryje pod terminem „lotnictwo cywilne” ?
Tak naprawdę wszystko co jest związane z lataniem dostępnym dla każdego. Uwielbiam latać i podziwiać jak ponad sto tysięcy ton metalu z lekkością przemierzają niebo. Gdy pierwszy raz wsiadłem do samolotu w wieku 12 lat, miałem przed sobą ponad 4 godziny lotu i nie ukrywam byłem poddenerwowany, bo nie wiedziałem czego się spodziewać, a w dodatku pogoda była wtedy nieciekawa. Wzbiliśmy się w powietrze i gdy już wznieśliśmy się ponad chmury, ujrzałem widok wschodzącego słońca. To był niezwykły widok, który do dziś jest w mojej pamięci. Co ciekawe mimo wielu lotów nie miałem okazji póki co, po raz kolejny ujrzeć tego widoku za którym tęsknie.
Czy da się połączyć kapłaństwo z lotnictwem ?
Na pewno w sposób duchowy. Ja osobiście czuje niezwykłą bliskość Pana Boga, gdy wyglądam zza okna będąc 10 kilometrów ponad ziemią i widzę to piękno, które Bóg stworzył. Piękną ziemie, piękne chmury, morza, góry. Widać je z innej perspektywy, tak jakby z Bożej perspektywy. Bardzo łatwo przychodzi mi się modlić w samolocie. Nic mnie nie ogranicza, na nic nie mam wpływu, oprócz wyboru między kawą lub herbatą, nikt do mnie nie zadzwoni. Tym bardziej gdy leci się w nocy. Światło jest wtedy przyciemnione i nikt nie hałasuje. A czy kiedyś jako ksiądz zasiądę za sterami chociażby małego samolotu? Mam taką nadzieję. Tym zaś, którzy jeszcze nigdy nie oderwali się od ziemi gorąco polecam spróbować.