2 kwietnia 2016

Niedziela Miłosierdzia

Na koniec Oktawy Wielkiej Nocy

Święto Bożego Miłosierdzia

Czymś, co wyraźnie wpływa na ludzkie postępowanie, są inni. Z reguły jest to proces nieuświadomiony. W wymiarze społecznym jednym z jego wyrazicieli jest określenie moda. Robi się coś, ubiera się coś, mówi się w określony sposób nie dlatego, że jest to warte same w sobie, lecz dlatego, że inni tak robią. Do modnej restauracji chodzi się nie dlatego, że jest tam dobre jedzenie, lecz ponieważ jest modna – bo dobrze jest się tam pokazać. W tym kontekście można zawołać: WYPADA BYWAĆ W SOPOCIE. Cechą mody jest zmienność i nietrwałość, ale też i powtarzalność. To co dzisiaj jest modne, jutro traktowane będzie jako przeżytek. Wystarczy jednak trochę poczekać i szafa starej ciotki może się okazać nieocenioną skarbnicą.

Z modami mamy także do czynienia w Kościele. Pojawiają się różne tematy, które wyraźnie dają o sobie znać w życiu duszpasterskim. Dla wielu wydaje się, że to jest odkrycie, nowość nad nowości. W takim kontekście można spojrzeć na temat miłosierdzia, które jawi się jako rodzaj eklezjalnego odkrycia – (z łaciny) rewelacji. Chętnie wiąże się je z osobą papieża Jana Pawła II, którego 11 rocznicę śmieci wczoraj obchodziliśmy. To on – na prośbę Episkopatu Polski – w 1995 r. wprowadził Święto Miłosierdzia obchodzone w II Niedzielę Wielkanocną dla wszystkich diecezji w Polsce. W dniu kanonizacji Siostry Faustyny – 30 kwietnia 2000 r. – papież ogłosił je dla całego Kościoła.

Okazuje się, że miłosierdzie w życiu Kościoła, a więc i każdego z nas, to nie sprawa ostatnich dekad, czy stulecia – bo wtedy żyła św. Faustyna Kowalska (1905-1938) i św. Jan Paweł II (1920-2005). To coś, co jest z Kościołem związane integralnie od zarania Jego dziejów. Przypomina nam o tym dzisiejsza Ewangelia. Jezus spotykając się ze swoimi „niewiernymi” uczniami po raz kolejny okazuje im przebaczenie, ale jednocześnie zleca zadanie: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Uczniowie gorliwie podjęli się wypełniania go i to w sytuacji, gdy pojawiały się różnego rodzaju przeszkody. Np. w II czytaniu św. Jan Ewangelista opowiada o pobycie na Patmos. Nie były to wczasy na owej małej greckiej wyspie leżącej u wybrzeży dzisiejszej Turcji, ale zesłanie. Wiele było jednak znaków, które potwierdzały, że wierność uczniów poleceniu Pańskiemu jest słuszną drogą. W I czytani słyszymy, że „coraz bardziej też rosła liczba mężczyzn i kobiet, przyjmujących wiarę w Pana”.

Po co przepowiadać Boga pełnego miłosierdzia, a więc miłości, dla której nic – w tym ludzki grzech – nie stanowi granic? Bo taka jest natura Boga, który – jak pisze św. Jan – „jest miłością” (1 J 4,8.16). To On bowiem „…sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5,45). Miłość Boga wobec człowieka charakteryzuje się uprzedniością – nie jest ona warunkowana miłosną odpowiedzią człowieka. I znowu warto odnieść się do Jana, który mówi o tym, że Bóg nas pierwszy umiłował: „W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował” (1 J 4,10; por. w. 19). Miłość ta nie jest rodzajem „Bożego kaprysu”, ale programem dla wszystkich ludzi. Stąd wezwanie Janowe: „Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować” (1 J 4,11).

W tekstach nowotestamentowych z miłosierdziem związane jest wezwanie do nawrócenia tych, którym jest ono okazane. Można przywołać chociażby przypowieść o nielitościwym dłużniku, który doświadczając wielkiej łaski ze strony swego pana nie był w stanie okazać (finansowego) przebaczenia w stosunku do jednego ze współsług (Mt 18,23-35). Po co wiązać miłosierdzie z nawróceniem? Miłosierdzie, którego człowiek doświadcza ze strony Boga, ale także i ludzi, czyni nawrócenie sensownym. Można zaryzykować i zainwestować w nawrócenie dla samego nawrócenia, lecz ono ma prowadzić do odnowy relacji z Bogiem i ludźmi. I dlatego też ich wielkoduszność jawi się jako wysoce pożądana.

O królu Aragonii, krainy we wschodniej Hiszpanii, opowiada się interesującą historię. Pewnego dnia poszedł ze swymi dworzanami do jubilera. W czasie, gdy on rozmawiał ze złotnikiem, dworzanie przyglądali się ozdobom. Kiedy opuścili sklep, po drodze dogonił ich sklepikarz i poinformował króla, że zginął mu bardzo cenny diament. Król nakazał swojej świcie wrócić do sklepu. Poprosił złotnika, aby przyniósł dzbanek napełniony solą. Gdy tak się stało, powiedział do swych ludzi, by każdy włożył do dzbanka dłonie zaciśnięte w pięść, a wyciągnął otwarte. Kiedy wszyscy to uczynili, wysypano sól na stół. I diament się znalazł. Król miał dobre serce. Chciał dać złodziejowi szansę, by mógł naprawić swój występek bez publicznego wstydu. (P. Cavanaugh, Jak zmienić swe życie?, Poznań 1994, s. 140-141).

I dla nas jest miejsce w tej „hiszpańskiej historii”. Ewangelista Łukasz przywołuje Jezusową zachętę: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”. (Łk 6,36). Jak to zrealizować? Julianna z Norwich (czyt. noricz), XIV-wieczna angielska mistyczka, napisała: „…każesz się ćwiczyć w trzech stopniach miłosierdzia; pierwsze: uczynek miłosierny jakiegokolwiek on będzie rodzaju; drugie: słowo miłosierne – jeżeli nie będę mogła czynem, to słowem; trzecim jest modlitwa. Jeżeli nie będę mogła okazać ani czynem, ani słowem miłosierdzia, to zawsze mogę modlitwą. Modlitwę rozciągam nawet tam, gdzie nie mogę dotrzeć fizycznie” (Myśli o Bożym miłosierdziu, Poznań 2002, s. 131). Czy jestem w stanie wziąć udział w tym potrójnym zadaniu? Niech każdy sam odpowie na to pytanie.

 

 

ar

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
150 0.041815042495728