W jesienny dzień 2015 r. do sali wykładowej, położonej na kampusie szkolnym w mieście Roseburg w amerykańskim stanie Oregon, wszedł uzbrojony po zęby młody człowiek. Wziął zakładników, których następnie zaczął pytać o wyznanie. Jeśli ktoś odpowiadał, że jest chrześcijaninem, słyszał od niego: „Jesteś chrześcijaninem? Z tego powodu za sekundę staniesz przed Bogiem”. Potem do niego strzelał. Tak zamordował dziewięć osób.
Kiedy się zastanawiamy na tym wydarzeniem, to nie wiemy, czy bardziej należy podziwiać ich wiarę, czy też raczej osobistą odwagę. Uwaga ta dotyczy szczególnie ofiar, począwszy od drugiej, która już doskonale zdawała sobie sprawę z tego, czym grozi przyznanie się do Chrystusa. Oni uczynili coś, co wiedzie naszą myśl ku niezwykle wymownej scenie rozmowy Pana Jezusa z Piłatem. W jej trakcie Mistrz z Nazaretu poinformował o istocie swej misji: „ Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie”. Jego celem nie jest więc tylko przekaz garści ważnych z punktu widzenia wieczności wiadomości o Bogu i człowieku. Chrystus Pan przyszedł, by „dać świadectwo prawdzie”. A to dokonuje się nie słowem, ale życiem. Dlatego siła przekazu jest tak duża. W przeciwnym wypadku śmierć Pana Jezusa zakończyłaby Jego misję. Tak się nie stało. Ona trwa. Jego krzyż przemawia do nas dzisiaj tak samo, jak przemawiał kilka czy kilkanaście stuleci temu.
Można łatwo zamknąć usta głoszące prawdę. Tak stało się w wyniku kaprysu kobiety w przypadku św. Jana Chrzciciela. Tym niemniej jego świadectwo trwa. Co więcej, jego ucięta głowa przemawia dzisiaj mocniej niż wszystkie Janowe kazania. Na tej podstawie łatwo dostrzec, jak niemądrym jest ciągłe powtarzanie, że wiara jest prywatną sprawą. Naturalnie, wiara jest osobistą sprawą każdego z nas, ale nie polega ona na stworzeniu spokojnej oazy odległej od twardych reguł obowiązujących w świecie polityki czy ekonomii. Uczeń Chrystusa wzorem swego Mistrza musi umieć dać świadectwo prawdzie we wszystkich wymiarach życia. Pan Jezus wjeżdża do Jerozolimy w Niedzielę Palmową, mimo iż wie, że u kresu tej drogi czeka na Niego krzyż. Daje świadectwo prawdzie aż po „Wykonało się”. Towarzyszy temu jasna świadomość, że „każdy, kto jest z prawdy, słucha” jego głosu. Ewangelia jest zarazem idealistyczna i realistyczna. Ukazuje nam piękny i wzniosły ideał, ale czyni to, licząc się z realiami życia i prawdą o człowieku. Postawa Kajfasza, Piłata czy Heroda uświadamia nam, że człowiek bez skazy może przyjść z najwspanialszą nauką i jego wysiłek okaże się daremnym. Nie przyjmie prawdy ten, kto jest na nią zamknięty. Co więcej, ona może stać przed nim i usłyszy jedynie obojętne: „Cóż to jest prawda?”.
Dzisiaj podchodzimy do Chrystusowego Krzyża, aby złożyć na nim pocałunek w pełnej czci adoracji. Módlmy się teraz, aby ta chwila przypomniała nam prawdę o tym, że mamy być świadkami Ewangelii zawsze i wszędzie, licząc się równocześnie z nienawiścią tych, którzy wolą wygodne kłamstwo niż trudną prawdę.